Za chlebem
Obserwowałam
jesienny odlot ptaków
i ich podniebne manewry
może to były jaskółki lub jerzyki
gromadziły się mniejszymi stadkami
zataczały wielkie koła czekając na
pozostałe
dolatywały kolejne tworząc większe i
większe
w takich gromadach wzbijały się wysoko
i oddalały w stronę południowego wschodu
niczym czarne chmury kłębiły się i
przemieszczały
błyskawicznie w jakimś zaczarowanym
porządku
nie zderzając nie dotykając się nawet
odlatywały
ze swoich polskich lęgowisk do innej
ojczyzny
nie dlatego że chłody ale że znika
pożywienie
i do końca listopada nabierają pewności
że u nas może im być tylko gorzej
Jakże wymowne że nawet ptaki
migrują „za chlebem” tam
gdzie łatwiej go zdobyć
Z uznaniem patrzę na inne
(jak sikorki szpaki jemiołuszki)
które zimują u nas mimo trudów
żywiąc się owocami jemioły i jarzębiny
pamiętam o tym i w czasie mrozów
wyciągam do nich dłoń z ziarnem
I okruszkami...
Wrocław
30 listopada 2016 r.







